Czuć to w listopadowej ciszy, podmuchach mroźnego wiatru i porannych przymrozkach dochodzących nawet do -9 st C. Na naszej wysokości nie było jeszcze opadów śniegu, ale lada dzień obudzimy się rankiem  i wyglądając za okno zauważymy, że Beskid pogrążył się w bieli… Pewnie jeszcze kilka razy będą roztopy, deszcz i ciepły, fenowy wiatr sponad głównego grzbietu Karpat. Jednak nieuchronnie idzie zima! W końcu przysypie dolinę „trzeci śnieg” i zostanie już do wiosny…