Kontynuujemy opisy potraw jakie podajemy gościom w Gutkowej Kolibie. W naszej kuchni staramy się sięgać zarówno po inspiracje zaczerpnięte z naszych podróży jak i po domowe, tradycyjne i polskie potrawy.  Zapraszamy i smacznego!

Rozpocznijmy dziś od kurczaka curry po indyjsku. Dalszy ciąg naszej egzotycznej kulinarnej geografii… Tym razem potrawa pochodzi z dalekich Indii. Jednak poznaliśmy ją w Krakowie, a konkretnie w DS Babilon. W naszych studenckich czasach w akademikach roiło się od zagranicznych studentów pochodzących albo z bratnich demoludów, albo z młodzieżowych przybudówek komunistycznych partii z całego świata. Tak właśnie, w ramach internacjonalistycznej pomocy udzielanej przez naszą ludową ojczyznę, przybyli do Krakowa trzej studenci z Indii, którzy nauczyli nas sporządzać kurczaka w sosie curry z ryżem. Mięso z kurczaka pokrojone w kostkę smaży się wraz z pokrojonymi w kostkę ziemniakami, a następnie dodaje się sos (w którym oczywiście tkwi tajemnica wyjątkowego smaku, której tutaj nie zdradzimy!) i po zmieszaniu wylewa całość na gorący ryż. Potrawę taką powinno się hinduskim sposobem zajadać palcami prawej ręki… W Gutkowej Kolibie jednak można pomagać sobie widelcem i nożem :)

Jeśli chodzi o dynię to… robimy z niej jesienną zupę :). Krem z dyni, przyprawiony pieprzem oraz podany z prażonymi pestkami dyni oraz proziakami i grzankami z jaśliskiego chleba to propozycja na rozgrzewkę w listopadowy wieczór dla naszych gości.

Ruskie pierogi!… Oczywiście przywędrowały do nas, nomen omen, z Rusi. Tyle że były tam zwykłym, codziennym, prostym pokarmem. Dziś na Ukrainie nazywa się je wareniki, jednak nawet odrobinę nie przybliżają się tam one smakiem do tej eksplozji smakowej wykwintności, jaką uczyniły z nich polskie gospodynie w swej kulinarnej maestrii! Tajemnica tkwi cieście – musi być nie za twarde i nie za miękkie, a przede wszystkim w farszu… Ta właśnie mieszanina przysmażanej do rumianego koloru cebulki, odpowiedniego, dobrej jakości, „mokrego” i świeżego twarogu oraz gotowanych ziemniaków, w charakterystycznych dla każdej gospodyni proporcjach, nadaje im ten niepowtarzalny smak, przypominający rodzinny dom, w którym mama czy babcia lepiła pracowicie te wyjątkowe przysmaki i dodawała do nich… ciepło swego kochającego serca. A następnie podawała ugotowane, albo przysmażane na złoto i chrupkie, omaszczone gęstą, kwaśną śmietaną. U nas – całkiem jak u mamy czy babci!

Pora na deser. Kuchnia Małopolski od czasów galicyjskich przesycona jest wpływami austriackimi. Do najbardziej smakowitych przykładów takiego wpływu należy strudel z jabłkami (Apfelstrudel). Zwykle przyrządzamy go przy okazji robienia ruskich pierogów, gdy zostanie trochę ciasta a braknie farszu. Do przyrządzenia strudla służy właśnie ciasto – identyczne jak to z jakiego lepi się pierogi. W ciasto takie, cienko rozwałkowane, zawija się cienko pokrojone, słodkie jabłka wraz z przyprawami. Dominuje wśród nich cynamon, a reszta… niech pozostanie naszą słodką tajemnicą 😉 … Tak przygotowany strudel piecze się następnie delikatnie w piekarniku, a jeszcze lepiej w tradycyjnym piecu w bradrurze – wtedy smakuje naprawdę wyjątkowo. Podawany na ciepło, wraz z rozgrzewającym, gorącym kompotem z jabłek oraz suszonych śliwek i moreli (nie obejdzie się i tutaj bez nutki cynamonu i goździków…) smakuje wyśmienicie w jesienne wieczory, jako dodatek do dobrej książki, czytanej koniecznie blisko rozpalonego kominka.